środa, 15 maja 2013
Czesiociuch

Wszyscy wiedzą, że Czesław śpiewa, nie wszyscy jednak wiedzą, że Czesław Mozil patronuje marce CzesioCiuch. CzesioCiuch to marka stworzona przez wspomnianego artystę oraz Dorotę Zielińską, stylistkę i projektantkę.

Zazwyczaj bardzo sceptycznie podchodzę do projektów, w których biorą udział "gwiazdy", ale w tym wypadku jest inaczej. Nie wiem, jak bardzo Czesław Mozil zanurza palce w marce CzesioCiuch (sam twierdzi, że nie jest projektantem, miał pomysł, który z pomocą Doroty Zielińskiej wprowadził w życie), ale pewne jest to, że nie jest to jednorazowa akcja-kolaboracja, ale projekt, w którym muzyk aktywnie uczestniczy. A w samych projektach wyczuwalna jest ADHD-aura, którą niewątpliwie roztacza wokół siebie Czesław Mozil.

Ubrania CzesioCiuch to w stu procentach polski produkt. W Polsce powstają dzianiny, polskie szwalnie odszywają ubrania, polscy graficy projektują nadruki. Dodatkowo, ubrania są unisex, dziewczynki i chłopcy wyglądają w nich równie zadziornie.

Kolorystyka ubrań CzesioCiuch jest pięknie stonowna, a połączenia barw są nieoczywiste, tak właśnie jak dzieciaki często dobierają kolory. Fasony swobodne, nieograniczające ruchów, na pewno sprawdzą się podczas codziennych dziecięcych szaleństw.

Czuć, że Czesiociuch to ubrania tworzone przez dorosłych, którzy są wsłuchani w dzieci, rozumieją je, no i przede wszystkim mających świadomość, że dzieci to świadome, mające swoje poglądy, zdanie i silne charaktery jednostki.

Sama nie tylko widzę w Czesio - ciuchach moją własną latorośl, ale większość kreacji z wielką radością przywitałabym w swojej własnej szafie. Czesio - Love!

 

EXTRA z życia CzesioCiuch:

 

zdjęcia: czesiociuch

00:06, lazymonday , mini moda
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 kwietnia 2013
Kids On The Moon

"(...) Jaka szkoda, że te obłoczki płynące

Nie są z waniliowego kremu... (...)"

Pamiętacie wiersz Tuwima o Dyziu Marzycielu? Ubrania Kids On The Moon idealnie wpisują się w jego klimat.

Długo zastanawiałam się, jak opisać Kids On The Moon, ale z pewnością nie zrobiłabym tego lepiej niż sami twórcy, którzy tak opisują swoją markę:

"Marka dla dzieci oderwanych od ziemi, stworzona podczas pełni księżyca. W sam raz na nocne spacery po dachach, zabawy w gwiezdnym pyle i oficjalne spotkania z UFO. Niszowa, nonszalancka, bezpretensjonalna. W kolorach delikatnie zamglonych, nieoczywistych jak światło księżyca. Dla dzieci z wyobraźnią i rodziców gotowych za nią podążyć."

Wiosenna kolekcja Spring On The Moon utrzymana jest w charakterystycznej już kolorystyce i tworzy bardzo spójny wizerunek marki. Jest paleta przygaszonych szarości, różu, błękitu i fioletu, są chmurkowe wzory, są spódniczki tutu, są wreszcie luźne fasony. W sam raz do onirycznych wędrówek, na wiosenne pikniki i fantastyczne letnie przygody.

 

zdjęcia: kids on the moon / krzysiek opaliński

22:02, lazymonday , mini moda
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 kwietnia 2013
Efvva

Potrzebny jest mi natychmiast zastrzyk energii w postaci koloru. Wypatruję wiosny już nie tylko z powodu tęsknoty za łagodniejszą aurą, ale przede wszystkim zmęczenia szaro-burym światem.

Na pomoc przyszła mi EFVVA, młoda polska marka dziecięca, za którą stoi Ewa Wróbel-Hultqvist, projektująca i wykańczająca wszystkie ubrania oraz tworząca niesamowite projekty tkanin.

Ubrania EFVVA przypominają mi wzornictwo Kenzo (i jest to absolutnie pozytywna reminiscencja). Kolekcja Dżungla, zainspirowana malarstwem Henri Rousseau, tryska kolorami. Coś jednak mówi mi, że jeszcze większą inspiracją były po prostu dzika dziecięca energia. Mam ogromną ochotę na wycieczkę do EFVVA-owej dżungli...

 

 

zdjęcia: efvva

21:08, lazymonday , mini moda
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 lutego 2013
Piotr Czachor

Ktoś jeszcze uważa dres za strój obciachowy? W czasach przed macierzyńskich miałam w głowie wizję matki polski dresowej, snującej się po domu w oparach rosołu, z dzieckiem przyczepionym do nogawki wypchanych na kolanach spodni. Po pojawieniu się na świecie dziecka, przestałam wierzyć, że kiedykolwiek będę biurowo-elegancka, oswoiłam się ze swoją pogardą dla idealnie dopasowanych do sylwetki, nienagannie skrojonych strojów, jednym słowem przestałam wypierać się mojej miłości do dresów. 

Spokojnie kolekcjonuję bawełniane spodnie, dzielę je na bardzo, mniej i mało wyjściowe, no i nauczyłam się komponować zestawy na każdą okazję ze spodniami dresowymi w roli bazy dolnej.

Z bluzami sprawa wydawała się bardziej skomplikowana, aż do czasu bluz Kenzo, które dosłownie "wymiatały" w modowym świecie.

Ale, ale, miało być o mini modzie! Zostawiając bluzy projektu Leon & Lim faszonistkom z wyższej półki, rozpoczęłam poszukiwania dobrej, grubej bawełnianej bluzy dla siebie (i dla mojej córki - korzystam, póki młody człowiek nie potrafi jeszcze wyartykułować swojego własnego gustu).

Wiedziałam, że Piotr Czachor projektuje świetne torby. Okazało się także, że  CZACHOR do swojego dorobku dorzucił także kolekcję dziecięcą. Bluzy Czachora kojarzą mi się przede wszystkim z nieograniczoną dziecięcą beztroską, swobodą i zabawą. Kolory idealnie burzą wizję słodkiej bobo-niemoty. Jest pazurek, jest stylowo i jest wygodnie.

Gdyby te w dziecięcej rozmiarówce pasowały na mnie, chętnie przygarnęłabym sztukę (lub kilka) dla siebie. Jestem Matką Polką Dresową.

 

 

A na deser, królik by CZACHOR. I przepadłam.

zdjęcia: Piotr Czachor

http://www.facebook.com/piotrczachor

21:14, lazymonday , mini moda
Link Komentarze (2) »
środa, 14 listopada 2012
Franki*

Podobno kobiety ubierają się dla mężczyzn, mężczyźni dla siebie, a... dzieci? Dopóki same o sobie nie decydują - ubierają je rodzice - dla siebie. Gdybym mogła - zminiaturyzowałabym swoją garderobę dla swojej córki. Oszczędzając jej oczywiście butów na obcasie i marynarek, które ograniczyłyby dziecięcą swobodę.

Wbrew pozorom, wcale nie jest łatwo skompletować garderobę dziecka-dziewczynki, unikając różu, tandetnych napisów w stylu "cute", "sweet", wszechobecnych podobizn misiów, króliczków i słodkich bobasków. (Swoją drogą zastanawiająca jest dziecięca nomenklatura - łóżeczka, wanienki, śpioszki, pajacyki - wszystkie słowa - zdrobnienia). Ograniczają sieciówki serwując w części dziewczęcej trzy kolory - różowy, biały i beżowy. Nuda. Szukam dla swojej córki szarości, brązów, granatów i czerni, znajduję różowy we wszystkich odcieniach, brokat, lureks i koronki. Mdli mnie. Kiedy na widok mojej córki ubranej w szary sweter słyszę okrzyk "o jaki ładny chłopczyk!", przez zaciśnięte zęby syczę "to jest dziewczynka". Czyżbyśmy od samych narodzin byli sklasyfikowani: różowy - dziewczyna, szary - chłopiec? Bzdura.

Absolutnie jestem za tym, żeby zostawiać dzieciom to co dziecięce, a na widok dzieci przebranych w pseudo-skórzane kurtki, czy w zupełnie nie nadające się do zabaw na placu zabaw eleganckie sukienki, zastanawiam się, jak czuliby się ich rodzice ubrani  w zbroje średniowiecznych rycerzy.

Czy można połączyć niepohamowaną ruchliwość dziecka ze swobodnym strojem bez zgrzytania zębami: "ratunku, jak to dziecko wygląda"? Okazuje się, że tak. Z kolekcji franki* kids mogłabym przygarnąć wszystkie ubrania - nie tylko dla mojej córki, ale też dla siebie. Jest stylowo, wygodnie, dziecięco ale nie infantylnie, a przede wszystkim - nie mdli. Franki* LOVE!

zdjęcia: franki* kids via teskoblog store

21:01, lazymonday , mini moda
Link Komentarze (7) »