środa, 28 listopada 2012
Koty... i cała reszta

Jestem miłośniczką kotów wyłącznie w postaci dzikiej, na nadrukach. Więcej, uwielbiam tygrysie, lamparcie i panterkowe desenie!

Jedna z moich ulubionych kolekcji ever to Dries Van Noten jesień 2010, w której leoparci wzór wykorzystany jedynie na dodatkach, doskonale "doprawia" sylwetki i moim zdaniem, to właśnie dzięki niemu cała kolekcja jest niezapomniana.

Motyw, z którym należy uważać. Każda przesada wywołuje jednoznaczne skojarzenia. Ubrania w kocie wzory najlepiej wyglądają połączone ze stonowaną klasyką. Dla nie do końca przekonanych świetnym pomysłem będą dzikie akcesoria, szale, czapki, rękawiczki. Z pewnością ożywią zimowe zestawy.

Moja garderoba regularnie wzbogaca się o ubrania w zwierzęce wzory. Marzy mi się jeszcze marynarka i torebka, najlepiej kopertówka. Może korzystając z zimowych wyprzedaży pokuszę się na panterkę w nietypowym kolorze? Skoro wiem, że nie jest to zachcianka, tylko autentyczna słabość?

szal - alexander mcqueen/ kopertówka - christian louboutin/ rękawiczki - causse gantier/ spodnie - zoe karssen/ t-shirt - christopher kane/ trampki - le coq sportif

 

zdjęcia: thestreetfashion5xpro; vogue.com; net-a-porter; spartoo.pl

21:43, lazymonday , inspiracje
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 listopada 2012
Prezenty część 1

Odliczanie czas zacząć! Wiadomo, im wcześniej zaczniemy, tym więcej nerwów sobie zaoszczędzimy. O czym mowa? Prezenty! Jestem maniaczką świąt Bożego Narodzenia, i gdybym mogła, już od połowy listopada siedziałabym w domu piekąc pierniczki, ozdabiając mieszkanie, wycinając kartki świąteczne, mówiąc krótko oddając się Przygotowaniom.

Choć co roku obiecuję sobie, że prezenty będę kompletować przez cały rok, rzeczywistość wygląda jednak tak, że w ostatni przedświąteczny weekend w obłędem w oczach, przeciskam się w tłumie tak samo spóźnionych i tak samo gorączkowo poszukujących podarków jak ja.

Czy w tym roku będzie inaczej? Mam nadzieję, że tak i dlatego już zaczynam szukać inspiracji. Na pierwszy ogień idą prezenty dla miłośników gotowania, jedzenia i innych czynności około kulinarnych.

1. Koszulka Pan tu nie stał - dla miłośników tradycyjnej polskiej kuchni. Kartofle, mielony i ogórek kiszony. Klasyka stylu. Nikt nie przekona mnie, że suszi, czy inne gnocchi są lepsze od mielonego babci, smażonego na smalcu. O!

2. Bardziej poważnie, bardziej designerko, równie klasycznie. Robot Kitchen Aid. Myślę sobie, że mając to urządzenie nie używałabym go częściej niż miksera firmy Predom, odziedziczonego po mamie, ale jak ono wyglądałoby w mojej kuchni! Dla wszystkich miłośników kuchni (niekoniecznie miłośników gotowania).

3. Magnes na lodówkę Poland is Crazy. Dla amatorów specjałów kuchni polskiej, a także dla gości z zagranicy - niech wiedzą, że mamy się czym pochwalić!

4. Książka. Wcale nie musi być kucharska. Fizjologia smaku albo medytacje o gastronomii doskonałej. Anthelme Brillat-Savarin. Pozycja obowiązkowa dla tych co czytają, dla tych co gotują i tych, którzy w kuchni jedynie spożywają.

5. Buty. Gotuję na stojąco. Muszę mieć wygodne obuwie. Klapki. Birkenstock. O tym, że dobre dla naszych stóp, nie trzeba przekonywać, przemawia za nimi ponad dwustuletnia tradycja. Dla wszystkich. Tych, którzy gotują oraz tych którzy pomagają przy gotowaniu, a także tych, którzy spożywają.

6. Fartuszek. Zapomnijcie o poplamionych tłuszczem i ciastem kawałkach tkaniny z reklamą przypraw. W fartuszkach COOKie można nawet iść do ślubnego kobierca. Dla kobiet, które w każdej sytuacji chcą wyglądać stylowo. Bardziej dla kobiet niż dla mężczyzn.

 

Mam nadzieję, że pomogłam, zainspirowałam, a przede wszystkim przypomniałam, że do Świąt zostały już tylko cztery tygodnie!

 

zdjęcia: Pan tu nie stał; KitchenAid; So Polish; sieć; spartoo.pl; COOKie

22:43, lazymonday , święta!
Link Komentarze (5) »
środa, 21 listopada 2012
18-5338

Istnieją kolory, o których istnieniu dowiaduję się całkiem przypadkiem. Kolory, na które nie zwracam uwagi oglądając ubrania w sklepach. Na przykład zielony w odcieniu ultramaryny. Nie mam pojęcia, czy jest mi w nim do twarzy. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek miała na sobie ubranie w takim kolorze.

Zastanawiam się dlaczego z góry przekreślam możliwość zaproszenia do mojej szafy pewnych kolorów. Nic nie mówiący numer 18-5338 przypisany do odcienia, o którym piszę jest tylko jednym z wielu odrzuconych. Lenistwo? Wygoda?

Zielony zdecydowanie nie jest łatwym kolorem do wystylizowania. Jej szmaragdowy odcień najpiękniej moim zdaniem wygląda na błyszczących tkaninach. Idealny także w połączeniu z bielą i czernią. Tak jak u Vanessy Bruno i Milly.

Po głowie chodzi mi jednak zestawienie zieleni... z zielenią. Iść na całość.

sweter - kenzo/ koszula - equipment/ spódnica - jonathan saunders/ baleriny - xti/ bransoletka - aurelie bidermann

 

zdjęcia: style.com; net-a-porter; spartoo.pl

21:41, lazymonday , kolor
Link Komentarze (3) »
czwartek, 15 listopada 2012
Garnitur

Garnitur to całkiem świeża sprawa, jego historia sięga zaledwie XX wieku. W wersji kobiecej  zawdzięczamy go wielkiemu Yves Saint Laurent (choć już wcześniej mierzył się z nim Jean Patou).

Nigdy wcześniej nie odczuwałam jego braku w mojej garderobie, aż naoglądałam się pokazów kolekcji jesień 2012, później zobaczyłam w graniturze moją blogową ulubienicę (a raczej girl crush) - Sabrinę z afterDRK i wpadłam.

Wcześniej garnitur kojarzył mi się za starymi zdjęciami Marleny Dietrich i z elegancją, która absolutnie nie mieści się w młodzieńczych ramach. Być może dojrzałam, być może proces tetryczenia zaczął postępować w przyspieszonym tempie, jedno jest pewne, muszę mieć garnitur.

Wiem, że będę łączyć go z koszulkami (na co dzień), z koszulą na wyjątkowe okazje, a z błyszczącą górą na wieczorowe wyjścia.

Inspiracji z wybiegów jest całe mnóstwo. Najbardziej przypada mi do gustu wersja biała. Łagodne, ultra kobiece propozycje u Reed Krakoff, mocno biurowe u Alberty Ferreti i wieczorowo u Maison Martin Margiela.

Czarny garnitur, choć zasadniczo kojarzy się dość grobowo, także może występować w wielu wersjach. Famme fatale u YSL, biznesowej u Dries Van Noten i surowej, męskiej u Hermès.

W końcu istne garniturowe szaleństwo, połączenia wzorów, kolorów i faktur. Psychodelicznie u Miu Miu, najpiękniejsze kwiaty u Suno i zainspirowane legendarnym dandysem Beau Brummellem, idealnie odszyte zestawy u Jonathana Saundersa.

W związku ze zbliżającym się sezonem świątecznym (tak już!) okazji do włożenia garnituru będzie coraz więcej.

 

zdjęcia: style.com

22:45, lazymonday , inspiracje
Link Komentarze (2) »
środa, 14 listopada 2012
Franki*

Podobno kobiety ubierają się dla mężczyzn, mężczyźni dla siebie, a... dzieci? Dopóki same o sobie nie decydują - ubierają je rodzice - dla siebie. Gdybym mogła - zminiaturyzowałabym swoją garderobę dla swojej córki. Oszczędzając jej oczywiście butów na obcasie i marynarek, które ograniczyłyby dziecięcą swobodę.

Wbrew pozorom, wcale nie jest łatwo skompletować garderobę dziecka-dziewczynki, unikając różu, tandetnych napisów w stylu "cute", "sweet", wszechobecnych podobizn misiów, króliczków i słodkich bobasków. (Swoją drogą zastanawiająca jest dziecięca nomenklatura - łóżeczka, wanienki, śpioszki, pajacyki - wszystkie słowa - zdrobnienia). Ograniczają sieciówki serwując w części dziewczęcej trzy kolory - różowy, biały i beżowy. Nuda. Szukam dla swojej córki szarości, brązów, granatów i czerni, znajduję różowy we wszystkich odcieniach, brokat, lureks i koronki. Mdli mnie. Kiedy na widok mojej córki ubranej w szary sweter słyszę okrzyk "o jaki ładny chłopczyk!", przez zaciśnięte zęby syczę "to jest dziewczynka". Czyżbyśmy od samych narodzin byli sklasyfikowani: różowy - dziewczyna, szary - chłopiec? Bzdura.

Absolutnie jestem za tym, żeby zostawiać dzieciom to co dziecięce, a na widok dzieci przebranych w pseudo-skórzane kurtki, czy w zupełnie nie nadające się do zabaw na placu zabaw eleganckie sukienki, zastanawiam się, jak czuliby się ich rodzice ubrani  w zbroje średniowiecznych rycerzy.

Czy można połączyć niepohamowaną ruchliwość dziecka ze swobodnym strojem bez zgrzytania zębami: "ratunku, jak to dziecko wygląda"? Okazuje się, że tak. Z kolekcji franki* kids mogłabym przygarnąć wszystkie ubrania - nie tylko dla mojej córki, ale też dla siebie. Jest stylowo, wygodnie, dziecięco ale nie infantylnie, a przede wszystkim - nie mdli. Franki* LOVE!

zdjęcia: franki* kids via teskoblog store

21:01, lazymonday , mini moda
Link Komentarze (7) »
sobota, 10 listopada 2012
Dzisiaj mogłabym

 

marynarka - rag&bone/ koszula - acne/ spodnie - acne/ torebka - YSL/ czółenka - via uno

13:19, lazymonday , mogłabym
Link Komentarze (3) »
czwartek, 08 listopada 2012
Nicolas Ghesquière

"Balenciaga ma niezwykły atut. Nazywa się on Nicolas Ghesquière". Powiedział kiedyś były dyrektor generalny Gucci, Domenico De Sole. Kiedy Cristobal Balenciaga zamykał dom mody w 1968 powiedział, że "nikogo nie warto już ubierać" i rzeczywiście przez kolejne kilkadziesiąt lat marka pozostawała w letargu, aż do 1998, kiedy dyrektorem artystycznym został 26 letni wówczas Nicolas Ghesquière. 

Niewiele kolekcji wryło się mi w pamięć, jak te tworzone przez Ghesuière'a. Widzę neoprenowe mini spódnice i sukienki z kolekcji wiosna lato 2003, dosłowne cytaty klasycznych projektów Cristobala Balenciagi z kolekcji jesień 2006, futurystyczny zwrot wiosną 2007, no i wreszcie plemienna kolekcja jesień 2007, która jest moim prywatnym faworytem oraz źródłem nieskończonych inspiracji. 

balenciaga wiosna 2003

cristobal balenciaga 1963 | balenciaga jesień 2006

balenciaga wiosna 2007

balenciaga jesień 2007

Choć jak twierdzi Ghesquière, jego filozofia to: "ewolucja, a nie rewolucja", nie można odmówić mu wizjonerstwa. Jego pionierskie pomysły były, są i będą inspiracją dla kolejnych projektantów. Jedwabne bojówki (wiosna 2002), żakiety z baskinką (jesień 2006), swetry z wizerunkiem owczarka (jesień 2000), spodnie z opuszczonym krokiem (jesień 2007), gladiatorki (wiosna 2008) to elementy, które na dobre zagościły w alfabecie mody. Nie zapomniałam oczywiście o przeboju bieżącego sezonu, neoprenowych bluzach sci-fi.

wiosna 2002

balenciaga jesień 2006 

balenciaga jesień 2000 | givenchy jesień 2011

balenciaga wiosna 2008

balenciaga jesień 2012

Znalazłam świetny tumblr poświęcony twórczości i pionierskim pomysłom Ghesquière'a - Balenciaga Did It First - polecam, sama byłam zaskoczona często dosłownymi inspiracjami kolejnych projektantów.

Odejście Ghesquiere'a z domu mody Balenciaga w świecie mody komentowane jest jako "delikatna sprawa". Jako przyczyny sugeruje się rosnące napięcie pomiędzy projektantem a Isabelle Guichot (CEO Balenciaga). Jakiekolwiek były powody, pozostaje pytanie, co dalej? Kto zastąpi Ghesquiere'a? Podobno na liście potencjalnych kandydatów są Alexander Wang, Joseph Altuzarra, Kostas Markudis i Bouchra Jarrar. Dla mnie Balenciaga to Nicolas Ghesquiere i nie potrafie wyobrazić sobie jego następcy.

W rozmowie z Tomem Fordem opublikowanej na łamach magazynu Interview w 2010 roku, na pytanie o możliwość odejścia ze świata mody, Ghesquiere odpowiedział: "You [Ford] found something you really wanted to do for a long time - to be a director. If I were to find something that is going to be more important to me than fashion - that would be work and love - then I probably would let go. That's a possibility. But fashion is an addiction."

Jakie są plany Nicolasa Ghesquiere'a? Na razie nie wiadomo, ale nie mogę doczekać się informacji o jego kolejnym kroku.

 

zdjęcia: style.com; balenciaga did it first; sieć

poniedziałek, 05 listopada 2012
| Listopad | Zwalniam

1. Dynia. Uwielbiam w każdej postaci.

2. Złota polska jesień. Korzystam z ostatnich takich dni. Spaceruję.

3. Nadrabiam, oglądam klasyki. Cool Hand Luke.

4. "(...) dlaczego mam być oryginalny? Czemu nie mogę być nieoryginalny?". Będę twoim lustrem. Wywiady z Warholem.

5. Wyciągam magazyny, które zalegają nieprzeczytane. Nadrabiam.

6. Kozaki. Znowu staję przed dylematem, ładnie, czy ciepło? Sorel.

 

zdjęcia: priv; spartoo

22:08, lazymonday , lubię
Link Komentarze (4) »