środa, 27 lutego 2013
Zima i cała reszta | vol. 2

Nie zastanawiam się już jaki kolor będzie "nową czernią" i czy wypada mi połączyć zielone spodnie z amarantową bluzką. Paul Smith należy niewątpliwie do moich ulubionych projektantów. Odważnie żongluje kolorami, a męskie elementy wykorzystuje do budowania wyjątkowo wysmakowanych kobiecych sylwetek. Pokazuje, że świetnie skrojony płaszcz, marynarka i spodnie, mimo, że przynależą do męskiej garderoby, to także ultra kobiecy szyk. Wystarczy spojrzeć na poniższe zdjęcia.

Muzyka towarzysząca "I Need Your Control" Jimmy Edgar

Tweed, krata, skóra wydaniu Mulberry to "glamour", do którego być może nigdy nie dojrzeję, a który jest dla mnie ideałem klasycznej elegancji, z pazurem, którego zawsze szukam. Niby nudne kraty, ale dziane na swetrach, niby odmieniona przez wszystkie przypadki skóra, ale w spódnicach, w kolorze butelkowej zieleni i granatu oraz pelerynach, niby nobliwe płaszcze z futrzanymi kołnierzami, ale z limonkowymi akcesoriami (torebki!). Emma Hill tworzy absolutnie urocze, bezpretensjonalne kolekcję, będące ukłonem w stronę klasyki Mulberry, ale... z mrugnięciem okiem. No i ten pudel...

Muzyka towarzysząca "All I Want Is You" Barry Louis Poilsar

 

zdjęcia: style.com

wtorek, 26 lutego 2013
Zima i cała reszta

Kto nie ma dosyć zimy ręka w górę! Osobiście (delikatnie mówiąc) mam po dziurki w uszach moich (wszystkich) zimowych okryć wierzchnich, butów za kostkę, herbaty z imbirem, miodu, mięciutkiego koca, którym można się opatulić w obrzydliwe, zimowe, ciągnące się jak Moda na sukces wieczory. Z rozrzewnieniem zaczynam myśleć o japonkach, palcach ociekających tłuszczem od kiełbaski z grilla, (zapijanej napojem chłodzącym) oraz kilogramach plażowego piasku wymiatanych codziennie z mieszkania.

Całe szczęście, na otarcie łez napływających do oczu od lodowatego wiatru od morza, mamy Tygodnie Mody! Do tego prezentujące kolekcje jesienno-zimowe! Inspiracje podane na dłoni, migawki prosto z ulic stolic mody pchają się drzwiami i oknami. Zaczynam doceniać, że jeszcze przez jakiś czas będę mogła pod kożuch założyć skórzaną kurtkę, sweter i flanelową koszulę!

Zazwyczaj zachwycałam się modą instant, czyli zdjęciami z ulic. Kolekcje z wybiegów wymagały przetrawienia / przyswojenia, moda z ulic swoją papką szybo się wchłaniała (i jeszcze szybciej wydalała, pardon). W tym sezonie sprawia mi przyjemność oglądanie pokazów. Chcę czerpać z nich garściami i cieszyć się z panującej za oknem zimowej (wciąż) aury.

Choć ostatni tydzień mody dobiega końca, cofnę się do pierwszego, nowojorskiego. 3.1 Phillip Lim. Jak tego pana kupuję w całości zawsze, przyjmuję z dobrodziejstwem całego inwentarza. W bieżącej kolekcji nie przeszkadzają mi nawet ogromne kolczyki, od których zawsze stroniłam. Podobają mi się lekko pikowane, neoprenowe szorty, przepiękne płaszcze i kurtki, motocyklowe spodnie z dzianiny, luźne garniturowe spodnie ze skóry, mnóstwo wysmakowanych warstw, no i moje ulubione - bluzy. (Niech zmilczę na temat dżinsów i kombinezonów z naszywkami).

Muzyka towarzysząca "Heartbreaker" Alice Russel. Yay!

Powiedziałabym stara, dobra Donna, ale kolekcja najnowsza DKNY jakoś do tego stwierdzenia zupełnie nie pasuje. Nic dziwnego, z okazji 25 lat w biznesie, Donna Karan zaprosiła do współpracy założycieli kultowego Opening Ceremony (oraz obecnych głównych projektantów Kenzo), Carol Lim i Humberto Leon. Wynik, naprawdę świetna, odświeżająca kolekcja.  Jest panterka, są zaokrąglone w ramionach pudełkowe płaszcze, są skórzane wstawki oraz neoprenowe bluzy (znów) i jest Beastie Boys w tle, czyli jest to, co autorka lubi najbardziej. Zastanawiam się tylko ile w tym sukcesu pani Karan, a ile duetu Lim & Leon. 

Muzyka towarzysząca "Don't Play No Game That I Can't Win" Beastie Boys feat. Santigold. Jakże inaczej!

Już wkrótce subiektywnie najlepsze strzały z Londynu!

zdjęcia: style.com

środa, 13 lutego 2013
Piotr Czachor

Ktoś jeszcze uważa dres za strój obciachowy? W czasach przed macierzyńskich miałam w głowie wizję matki polski dresowej, snującej się po domu w oparach rosołu, z dzieckiem przyczepionym do nogawki wypchanych na kolanach spodni. Po pojawieniu się na świecie dziecka, przestałam wierzyć, że kiedykolwiek będę biurowo-elegancka, oswoiłam się ze swoją pogardą dla idealnie dopasowanych do sylwetki, nienagannie skrojonych strojów, jednym słowem przestałam wypierać się mojej miłości do dresów. 

Spokojnie kolekcjonuję bawełniane spodnie, dzielę je na bardzo, mniej i mało wyjściowe, no i nauczyłam się komponować zestawy na każdą okazję ze spodniami dresowymi w roli bazy dolnej.

Z bluzami sprawa wydawała się bardziej skomplikowana, aż do czasu bluz Kenzo, które dosłownie "wymiatały" w modowym świecie.

Ale, ale, miało być o mini modzie! Zostawiając bluzy projektu Leon & Lim faszonistkom z wyższej półki, rozpoczęłam poszukiwania dobrej, grubej bawełnianej bluzy dla siebie (i dla mojej córki - korzystam, póki młody człowiek nie potrafi jeszcze wyartykułować swojego własnego gustu).

Wiedziałam, że Piotr Czachor projektuje świetne torby. Okazało się także, że  CZACHOR do swojego dorobku dorzucił także kolekcję dziecięcą. Bluzy Czachora kojarzą mi się przede wszystkim z nieograniczoną dziecięcą beztroską, swobodą i zabawą. Kolory idealnie burzą wizję słodkiej bobo-niemoty. Jest pazurek, jest stylowo i jest wygodnie.

Gdyby te w dziecięcej rozmiarówce pasowały na mnie, chętnie przygarnęłabym sztukę (lub kilka) dla siebie. Jestem Matką Polką Dresową.

 

 

A na deser, królik by CZACHOR. I przepadłam.

zdjęcia: Piotr Czachor

http://www.facebook.com/piotrczachor

21:14, lazymonday , mini moda
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 lutego 2013
Dzisiaj mogłabym | Miesiąc, którego nie było

Styczeń zawsze jest nie taki, jak się planowało. Zaskakuje zmutowanymi wirusami, nieplanowanymi wyjazdami, spotkaniami, o których nawet bym nie pomyślała, nawrotami zimy, nadmiarem dziwnych zdarzeń i sytuacji. Miało być zupełnie inaczej, od początku, z nową energią. Były postanowienia, które nie wytrzymały pierwszego noworocznego tygodnia, był zapał, który stopniał mimo minusowych temperatur, były w końcu plany, które życie bardzo szybko zweryfikowało.

Ogłaszam zatem styczeń miesiącem, którego nie było. Dzisiaj mogłabym (chciałabym) nie mieć w planach tysiąca rzeczy, tylko czekać aż wyschnie mi lakier na paznokciach i przyjmować ze spokojem to, co przyniesie dzień. Nie planować.

kurtka - moncler/ sweter - acne/ trampki - nike air max/ spódnica - alexander wang

08:42, lazymonday , mogłabym
Link Komentarze (2) »